Kołobrzeg

Nie zawód – sposób życia. Nasi pszczelarze świętują 75 lat

Koło Pszczelarzy w Kołobrzegu świętuje 75-lecie. „Pszczelarstwo to nie zawód, to pasja”

Koło Pszczelarzy w Kołobrzegu obchodzi w tym roku 75-lecie działalności. Przez trzy czwarte wieku zmieniały się ule, sprzęt i skala pasiek, ale – jak podkreślają jego członkowie – najważniejsze pozostaje niezmienne: sposób pracy przy pszczołach i konieczność dostosowania się do natury.

Dziś organizacja zrzesza 92 pszczelarzy, w tym 21 kobiet, którzy łącznie opiekują się około 3 tysiącami rodzin pszczelich. Do koła należą osoby z całego powiatu kołobrzeskiego oraz z gmin Płoty i Karlino.


Zima w pasiece. Pszczelarze czekają na pierwszy oblot pszczół

Zimą w pasiekach panuje cisza. To jedyny okres w roku, gdy pszczelarz ma nieco mniej pracy – choć i wtedy musi obserwować pogodę i temperaturę.

– Jeszcze nie zaglądaliśmy do ula, bo jest za zimno. Jak tylko zrobi się cieplej, pszczoły wykonają pierwszy oblot i wtedy będziemy mogli sprawdzić rodziny – mówi Józef Filipczak, były prezes koła, który kierował nim przez 24 lata.

Pierwszy wiosenny oblot pszczół to jeden z najważniejszych momentów sezonu pszczelarskiego. Po kilku miesiącach zimowania owady opuszczają ul, oczyszczają się i dopiero wtedy pszczelarz może sprawdzić, czy rodzina dobrze przetrwała zimę.

Zbyt wczesne otwarcie ula mogłoby wychłodzić gniazdo i doprowadzić do śmierci owadów.


Rodzinna historia koła pszczelarzy w Kołobrzegu

Historia koła pszczelarzy w Kołobrzegu jest także historią rodzin.

– Jednym z założycieli koła był mój tata. W 1951 roku został prezesem i pełnił tę funkcję przez 17 lat – wspomina Józef Filipczak. – Po nim prezesem został pan Błaszczak, a później ja.

Wielu członków organizacji kontynuuje rodzinne tradycje pszczelarskie, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie.


Pszczelarstwo przekazywane z pokolenia na pokolenie

Dla wielu pszczelarzy pasieka jest częścią rodzinnej historii. Wiedza o pracy z pszczołami najczęściej przekazywana jest w praktyce – przy ulu, a nie na kursach.

– Żeby być pszczelarzem, trzeba to kochać. To nie jest zawód, to pasja – mówi Czesław Rytwiński, obecny prezes koła. – Moi rodzice mieli pszczoły od zawsze.

Podobną historię ma Małgorzata Siupka z Gorawina.

– Z mężem prowadzimy pasiekę od około 30 lat. Wcześniej miał ją mój tata. Dziś mamy prawie 200 rodzin pszczelich – opowiada.

Także Zbigniew Krawczyński z Rościęcina zaczynał jako nastolatek.

– Pomagałem sąsiadowi. Pszczoły mnie żądliły, puchłem, ale wracałem. Tak złapałem bakcyla. Dziś mamy z żoną około 50 rodzin pszczelich – mówi.


Do pszczelarstwa można zacząć także w dorosłym życiu

Nie wszyscy członkowie koła wychowali się w pasiekach.

Jedną z takich osób jest pani Justyna, która zaczęła swoją przygodę z pszczelarstwem dopiero po czterdziestce.

– Na swoje czterdzieste urodziny chciałam zrobić coś dla przyrody. Wymyśliłam pszczelarstwo. Kupiliśmy z mężem kilka uli i zapisaliśmy się do koła – wspomina.

Dziś, po 11 latach, prowadzą niewielką pasiekę liczącą 11 uli.

– To czysto hobbystyczna pasja, ale naprawdę ciężka praca. Najbardziej czekam na wiosenny zapach ula i szum pracujących pszczół – dodaje.


Pszczelarstwo to ciężka praca fizyczna

Choć pasieka kojarzy się ze spokojem, pszczelarstwo jest wymagającą pracą fizyczną. Pełny korpus ula z miodem może ważyć nawet kilkadziesiąt kilogramów.

– To bardzo ciężka praca, szczególnie dla kobiet, ale dajemy radę – mówi Dorota Kazimierska, która odziedziczyła pasiekę w Nieżynie po ojcu.

Jednocześnie przy ulu liczy się spokój i delikatność.

– Jak nie kocha się pszczół i przyrody, to nie ma co się brać za pszczelarstwo – dodaje.


Dlaczego pszczoły reagują na kolory i zapachy

Pszczelarze podkreślają, że owady reagują na kolory i zapachy.

Nie lubią ciemnych ubrań, mocnych perfum i gwałtownych ruchów. Stroje pszczelarskie są więc jasne, a kapelusze wyposażone w siatkę chronią twarz i włosy.

– Największym naturalnym wrogiem pszczół był niedźwiedź – ciemny i kudłaty. Dlatego zakrywamy włosy – wyjaśnia Czesław Rytwiński.


Sprzęt pszczelarski się zmienił, ale praca przy ulu pozostaje taka sama

W ciągu 75 lat najbardziej zmieniła się technologia w pszczelarstwie.

– Kiedyś mieliśmy ciężkie, drewniane ule. Dziś są lżejsze, często styropianowe. Zmieniły się też miodarki i sprzęt do odsklepiania plastrów – mówi prezes Rytwiński.

Jednak – jak podkreślają pszczelarze – sama praca przy ulu pozostała taka sama.

Zmieniły się natomiast linie hodowlane pszczół. Współczesne są zazwyczaj łagodniejsze niż dawniej, dzięki czemu doświadczeni pszczelarze często pracują nawet bez rękawic.


Jaki powinien być dobry pszczelarz?

Zdaniem członków koła kluczowy jest charakter.

– Pszczelarz musi kochać przyrodę – mówi Małgorzata Siupka.
– Musi też być spokojny i cierpliwy – dodaje Zbigniew Krawczyński.

W pasiece niczego nie da się przyspieszyć. Rozwój rodziny pszczelej zależy od pogody, temperatury i dostępności pożytków.


„Uzależniający” dźwięk ula

Dla wielu pszczelarzy największą nagrodą nie jest miód, lecz dźwięk pracującej rodziny pszczelej.

To charakterystyczny szum i zapach ula – mieszanka wosku, drewna i nektaru.

– Gdy człowiek usłyszy tę muzykę, od razu inaczej się czuje – mówi Czesław Rytwiński.

Po 75 latach działalności Koło Pszczelarzy w Kołobrzegu nadal działa według tych samych zasad: doświadczeni pomagają początkującym, a sezon zaczyna się od pierwszego wiosennego lotu pszczół.

Pszczoła jest po prostu cudem przyrody – podsumowuje Józef Filipczak.

 

Joanna Madejek

Komentarze