„Nie uszczęśliwiajcie nas na siłę”, czyli jak znak drogowy zmienił życie osiedla

Kilkadziesiąt rodzin z dnia na dzień straciło możliwość parkowania pod swoimi mieszkaniami. Wszystko przez nową organizację ruchu na ulicy 1 Maja, o której większość mieszkańców dowiedziała się, gdy za szybami samochodów znalazła kwitki od Straży Miejskiej.

Dlaczego coś, co funkcjonowało latami nagle zaczęło komuś przeszkadzać i teraz utrudnia się nam życie? – takie pytanie stawiają mieszkańcy ulicy 1 Maja. Od kilku dni nie mogą oni parkować samochodów tuż pod swoim miejscem zamieszkania.  Powód?  Przy obu wjazdach na 1 Maja stanęły bowiem znaki B-36 „zakaz zatrzymywania się”.  W praktyce oznaczają one, że pojazdy nie mogą stanąć po obu stronach jezdni. Dla części mieszkańców tej ulicy generuje to spory problem najlepiej widoczny na wysokości budynków nr 30 – 33. Liczące kilkadziesiąt lat kamienice nie posiadają własnych wyznaczonych miejsc parkingowych. Ich mieszkańcy parkowali więc pod swoimi oknami, niegdyś zajmując część chodnika, a po remoncie ulicy i podniesieniu krawężników po prostu stając na jezdni. – Nie mamy innego miejsca, w którym możemy zaparkować.  Tu nie chodzi o naszą wygodę, ale po prostu na całej ulicy nie ma parkingów, bo tych miejsc jest zaledwie kilka przy budynku 17 – 18 i kolejnych kilkanaście przy następnych budynkach, które zamieszkują dziesiątki innych rodzin – tłumaczą osoby, które poinformowały nas o problemie.

Rzeczywiście, aby przejechać przez wskazany odcinek dotychczas trzeba było korzystać głównie z jednego pasa drogi, czasem czekając, aż przepuści nas kierowca jadący z naprzeciwka. Okoliczni mieszkańcy wskazują jednak, że w tym miejscu nigdy nie doszło do żadnej kolizji drogowej. – Nie jest to jedna z głównych dróg przelotowych w mieście. Jeździmy tędy my i część osób odbierających dzieci ze szkoły na końcu ulicy. Odcinek jest prosty, widoczność dobra, nawet lustro drogowe zamontowano, by zachować bezpieczeństwo wyjeżdżających z jednego z garaży należących do wspólnoty mieszkaniowej – tłumaczą zrozpaczeni kierowcy, którzy z dnia na dzień pozostali bez możliwości zaparkowania na swojej ulicy. Na miejscu codziennie pojawiają się bowiem strażnicy miejscy,  którzy za szybą umieszczają wezwania za niedostosowanie się do znaku „zakaz zatrzymywania się”. – Do straży miejskiej nie mamy pretensji. Za każdym razem strażnicy tłumaczą, że oni tylko wykonują swoją pracę, a znak rzeczywiście stoi. Nas interesuje jednak, dlaczego taki znak w ogóle stanął bez konsultacji  z  osobami,  które tą drogą jeżdżą codziennie i które codziennie tu parkują – słyszymy od naszych rozmówców.

Postanowiliśmy sprawdzić, z czyjej inicjatywy pojawiło się oznakowanie utrudniające życie mieszkańców. Swoje kroki skierowaliśmy do Starostwa Powiatowego z zapytaniem,  czy zmiany opiniował zespół do spraw zarządzania ruchem,  w  którego skład wchodzą urzędnicy i służby mundurowe. Usłyszeliśmy jednak, że taki wniosek do zespołu w ogóle nie wpłynął i nie był rozpatrywany. Zapytaliśmy więc w Urzędzie Miasta, wszak to droga miejska. Okazało się, że taki wniosek do magistratu złożyli zarządcy dwóch nowych osiedli, które posiadają na swoim terenie miejsca parkingowe lub garaż podziemny. Miasto przygotowało więc organizację ruchu, która następnie została zatwierdzona przez starostwo. Rzeczywiście do magistratu wpłynęły pisma dotyczące uporządkowania organizacji ruchu na 1 Maja. Można w nich przeczytać,  że  o  zmiany  wnioskowali  mieszkańcy, którzy  zwracają  uwagę,  że po wybudowaniu nowych budynków liczba zaparkowanych na ulicy samochodów wzrosła i utrudniają one przejazd. Orędownikiem zmian jest również radny Bogusław Połowniak. – Do mnie, jako mieszkańca tej ulicy zgłaszały się osoby, które zwracały uwagę na zagrożenie. Sam wielokrotnie widziałem,  jak  kierowcy  nie  chcieli  ustąpić  sobie  pierwszeństwa i dochodziło do kłótni. Samochody stwarzały też niebezpieczeństwo dla pieszych. Problem jest o wiele szerszy, bo kolejny  raz  w  mieście  przekonujemy  się, że ktoś dostaje  pozwolenie  na  budowę  mieszkań, a wokół brakuje parkingów. Według mnie najważniejsze jest jednak bezpieczeństwo. Co by powiedzieli ludzie, gdyby w tym miejscu w końcu doszło do tragedii? – pyta B. Połowniak. Pojawiliśmy się na miejscu i porozmawialiśmy z mieszkańcami budynku nr 17 -18. Zwolenników nowego oznakowania nie spotkaliśmy,  a  oto  jedna  z  opinii: –  Kompletnie nie rozumiem i nie zgadzam się z decyzją o zakazie parkowania wzdłuż ulicy. Codziennie wyjeżdżam z hali garażowej i nigdy nie miałem większego problemu z wyjazdem. Codziennie przejeżdżam kilka razy przez 1 Maja i nie spotkałem się, by samochody tam zaparkowane stwarzały problem. Kierowcy przepuszczają się nawzajem. Chcąc zrozumieć ludzi, którym wspomniane  zaparkowane auta  przeszkadzają  zapytam  najpierw  czy  oni sami starają się zrozumieć ludzi,  którzy tam parkują. Mieszkańcy nie parkują tam dla wygody, tylko dlatego, że na ulicy 1 Maja nie mają gdzie parkować. Decyzję  o  zakazie  parkowania uważam za nieludzką, z racji ludzi mieszkających w budynkach naprzeciw osiedla Słonecznego, budowanych kilkadziesiąt lat temu i którym nie zapewniono miejsc parkingowych. Ci ludzie rano również muszą odwieźć swoje dzieci do żłobków czy szkół, również spieszą się do pracy. Ta decyzja nie rozwiązuje problemu tylko go stwarza.

Od jednego z mieszkańców słyszymy również: – W urzędzie miasta dowiedziałem się,  że zakaz parkowania powstał na wniosek mieszkańców osiedla  Słonecznego,  czyli  osiedla  na  którym mieszkam. W związku z tym mam kilka pytań.  Po pierwsze: w jaki sposób o zakazie parkowania przy 1 Maja,  zdecydowali  mieszkańcy  jednego osiedla, skoro zakaz dotyczy całej ulicy? Dlaczego nie odbyły się konsultacje społeczne z mieszkańcami przede wszystkim tych budynków mieszkalnych, przy których parkingów nie ma? Po drugie: czy mieszkańcy osiedla Słonecznego, na pewno są w tym temacie tak jednomyślni?  Zakładam, że nie wszyscy mieszkańcy osiedla Słonecznego mają miejsca w garażu. Czy osoby parkujące samochód na zewnątrz podzielają również te działania?  Szczerze?  Nie sądzę.  Nie powinno się i nie można dla wygody jednych, stwarzać problemu drugim.

Interwencję w sprawie problemu zapowiedział również Dariusz Zawadzki, radny z tego okręgu. – Znam tę ulicę bardzo dobrze i wiem,  jak wygląda ruch w tym miejscu. Podobną sytuację przerabialiśmy kiedyś również na ulicy Helsińskiej. Tam ustawienie znaków nie rozwiązało problemów mieszkańców. Mam nadzieję, że w tym przypadku uda się znaleźć rozwiązanie, które tych mieszkańców zadowoli – mówi Zawadzki. Obecnie na wskazanym odcinku kierowcy nie mogą zaparkować. Szukają więc, gdzie tylko się da i „polują” na wolne miejsce wśród nielicznych okolicznych i osiedlowych parkingów. My będziemy nadal przyglądać się sytuacji.

 

 

 

Komentarze